pyrkon

Pyrkon 2018 – relacja oczami Zilli

Słowko Zilli na temat Pyrkonu, który odbył się w ubiegły weekend w Poznaniu!

Pyrkon to coroczna impreza odbywająca się w Poznaniu, której przewodnim tematem jest fantastyka. Pozwala to wszelakiej maści fanom superbohaterów, science-fiction, postapo itd. zjeżdżać się do miasta koziołków, by uczestniczyć w wielkiej integracji wielbicieli szeroko pojętej geekszczyzny (słowotwórstwo się kłania…). Wśród fanów panuje przekonanie, że każdy prawdziwy geek powinien przynajmniej raz przyjechać do krainy wielkopolskiej i wziąć udział w niniejszym konwencie. Obracając się w tym temacie od dłuższego czasu i jednocześnie będąc pierwszy raz na samej imprezie, postaram się odpowiedzieć Wam na pytanie, czy faktycznie Pyrkon to miejsce, do którego powinien przyjechać każdy geek? Cóż… przekonajmy się.

Moja luba oraz koleżanka w towarzystwie Heli:

Przez 3 dni trwania konwentu miałem okazję uczestniczyć w jego różnych atrakcjach. Oczywiście głównym zajęciem było opijanie się wyjątkowo drogim trunkiem z chmielem w towarzystwie znajomych, ale prawda jest taka, że Pyrkon ma swój rodzaj magii. Już w przeddzień rozpoczęcia imprezy zostałem miło zaskoczony, gdy przy odbiorze mapki i szczegółowego planu wydarzenia, dostałem w gratisie parę kostek do gry w RPG. Bardzo ładne, stylizowane kostki z charakterystyczną literą „P” imprezy trafiły w sedno, albowiem od jakiegoś czasu ze znajomymi prowadzimy wyjątkowo biedne sesje RPG, toteż te sprawdzą się idealnie. Akredytacja jest poprowadzona sprawnie i bez wojen, choć za to muszę raczej dziękować mojej koleżance Ani, będącej weteranką tej imprezy, która poradziła mi, by bilety odebrać 24h wcześniej, bo w faktyczny dzień rozpoczęcia potrafią dziać się tam czasem dantejskie sceny. Nie wiem, nie widziałem.

Pierwszego dnia, stawiając swoje pierwsze kroki po Międzynarodowych Targach Poznańskich, uderzyła mnie specyficzna atmosfera imprezy. Wydawać się może, że fani są tu zawsze zgrani, niezależnie od tego, czy ktoś jest Otaku, fanem Marvela czy DC, niedoszłym Stalkerem, czy po prostu zwykłym geekiem, chcącym spędzić czas w towarzystwie takich ludzi jak on sam. Spacerując po dziedzińcu, widziałem masę osób w różnym wieku, z których lwią część stanowiły dzieciaki, noszące tabliczki z napisem ‚Free Hugs’, lub też cosplayerzy. Tym drugim należy się pochwała.

Zlot fanów Marvela:

Tegoroczne kostiumy były niesamowite, a ich zróżnicowanie przyprawiało o zawrót głowy. Nie spodziewałem się, że spotkam na swojej drodze np. Shiklah, Gwenpool, Cable’a czy Helę z ostatniej odsłony filmowego Thora. Oczywiście jakość kostiumów była różna: od biednych, tanich kostiumów robionych na kolanie, po takie, które wywoływały zachwyt, jak choćby dziewczyna przebrana za Yondu Udontę. Niezależnie jednak od tego, wszyscy „nosiciele” byli w szampańskim nastroju i z każdym chciało się zrobić zdjęcie. Ci oczywiście na to chętnie przystawali. Wiem po sobie, gdyż sam przebrałem się za pewnego gadatliwego najemnika następnego dnia.

Sam konwent mamy podzielony na kilka stref. Przyznaję bez bicia, nie zwiedziłem wszystkich, bo zwyczajnie sprawdzając plan, widziałem, że nie ma tam rzeczy interesujących dla mnie. Moim priorytetem były zakupy, o których za chwilę. Niemniej jednak zapewniam Was, że każdy znajdzie coś dla siebie podczas tej imprezy. Od ogromu paneli, na które bardzo ciężko się dostać ze względu na niesamowitą frekwencję, przez wystawy figurek, statuetek, modeli itp. i strefy gier, zarówno z prądem jak i bez, kończąc na wspomnianej hali targowej. W jednym z miejsc była strefa wypoczynku z ogromnym telebimem, na którym można było coś obejrzeć. Była też hala noclegowa, ale ze względu na ulokowanie w wygodnym hostelu, nie mogę o niej napisać zbyt wiele. Z opinii znajomych wyłowiłem, iż jest to idealne rozwiązanie dla młodzieży, chcącej przeżyć jakiś rodzaj przygody. Dla starych pryków jak ja hotel zdecydowanie jest bardziej komfortowy.

Mały Deadpool, którego spotkałem podczas zwiedzania hali targowej:

Jednak poza cosplayem, fanami i panelami, główną osią Pyrkonu są… zakupy. I przysięgam Wam, nie łudźcie się, że jeśli macie jakieś pieniądze, to zachowacie je po wizycie w tym miejscu. Sam zakładałem, że pewnie wrócę z częścią zainwestowanych w wyjazd pieniędzy, tymczasem okazało się, że będę dokładał do interesu. Mnogość wystawców jest po prostu niesamowita. Możemy tu kupić wszystko, czego każdy geek zapragnie. Od koszulek, zarówno licencjonowanych jak i nie, z nadrukami nawiązującymi do seriali, filmów, komiksów itp., przez figurki kolekcjonerskie, gdzie prym oczywiście wiedzie firma Funko! ze swoją linią figurek POP, kończąc na rękodziełach dla kogoś, kto chciałby zostać rycerzem, Robin Hoodem czy kimkolwiek innym. Rzemieślnicy zrobią Ci wszystko, jeśli tylko obdarujesz ich ciężką sakiewką pełną brzęczących monet albo jak kto woli, wyciągniesz po prostu portfel wypchany banknotami. Oczywiście na tym zakupowe szaleństwo się nie kończy. Były też stoiska z komiksami, włącznie z osobną czytelnią, gdzie na miękkich poduszkach lub leżakach można było zagłębić się w lekturę. Do tego masa różnych innych rzeczy, jak choćby gry planszowe, czyli jedna z głównych atrakcji. Na Pyrkonie po prostu nie sposób się nudzić.

Całość wydarzenia robi piorunujące wrażenie…

… dla kogoś, kto nigdy nie uczestniczył w tego typu imprezie.

Nie zrozumcie mnie źle, bo bawiłem się wyśmienicie, ale Pyrkon jest tak naprawdę kalką czy też hybrydą konwentów z całej Polski, takich jak choćby NiuCon, Warsaw Comic-Con, MFKiG czy Komiksowa Warszawa. Po prostu tutaj jest tego więcej, a legenda, która wykiełkowała wokół tej imprezy, kusi, by Pyrkon odwiedzić i nastawiać się na nie wiadomo co. Ponadto poznański konwent nie jest miejscem idealnym.

Rzut oka na halę do gry w planszówki:

W parze z wielką imprezą idą też ogromne koszta. Ktoś, kto jest z Poznania, może odliczyć od tego koszt hotelu i utrzymania, bowiem zawsze ma możliwość powrotu do domu. Pozostałych jednak drakońskie ceny zmuszają do odkładania pieniędzy w zasadzie z roku na rok, i to nie tylko na gadżety. Ci, którzy chcą spożyć posiłek na terenie targów, mogą skorzystać z ogromnej hali stołówkowej, ale oczywiście ceny są wysokie: za mały kawałek pizzy, zwanej podpłomykiem, przychodzi nam zapłacić 12 złotych.

Wspomniałem także o prelekcjach, na których często jest po prostu za mało miejsc w stosunku do ilości chętnych. Część miejsc można sobie oczywiście „zaklepać” , rezerwując „krzesełko” na określonych panelach za pomocą kodu swojego biletu, co daje nam jakąś gwarancję. Niestety to również nie pozostaje bez wad, bo ze względu na mnogość prelekcji ich czas jest bardzo ograniczony. Jedyna prelekcja, w której wziąłem udział, miała ucięte niemal 15 minut ze względu na rygorystyczne ramy czasu. Rozumiem to niejako, bo lista oczekujących jest duża, ale pewien niesmak mi pozostał, zwłaszcza w momencie, gdy prowadzący bardzo się wczuwał w temat.

W towarzystwie mojej żony Shiklah:

Oczywiście to, co wyżej przeczytaliście, to zaledwie część całości imprezy. Dociekliwi znajdą na Pyrkonie wiele więcej, jak choćby rozdawanie autografów przez pisarzy, LARPy, konkursy i masę innych dupereli, które zadowolą każdego, nawet najbardziej wymagającego geeka.

Chyba tym podsumowaniem najlepiej zakończyć tę krótką relacjo-recenzję imprezy. Mnogość atrakcji i specyficzna, a zarazem przyjazna atmosfera jest głównym czynnikiem decydującym o tym, że mogę konwentowi wystawić zwyczajowy kciuk w górę. Było mi nawet przykro, że skończyło się równie szybko, jak się zaczęło, bowiem te 3 dni minęły mi jak za pstryknięciem palca. Nawet jeśli można by rzec, że to już było, Pyrkon jest wydarzeniem, gdzie po prostu wszystko to, co już kiedyś widzieliśmy, skupione jest w jednym miejscu. Właśnie dlatego już od momentu powrotu odkładam pieniądze do świnki skarbonki na kolejny rok, co też i Wam polecam. Bo warto.

*Zdjęcia nie są mojego autorstwa. Są zrobione przez moich znajomych Piotra D. , Annę M. , Krzysztofa S. oraz Emilię Z. i mam pełne prawo ich użyć za ich zgodą. 🙂

Facebook Comments
Kliknij:
0