the unbelievable gwenpool

The Unbelievable Gwenpool #1 – #19 – Recenzja

The Unbelievable Gwenpool #1-#19 – RECENZJA

Gwenpool sporo namieszała odkąd pojawiła się w świecie Marvela. Wielu fanów po dziś dzień myśli, że Gwenpool, a w zasadzie Gwen Poole, to kolejna wariacja Gwen Stacy. I w praktyce tak ta postać zaczynała, albowiem była wariantem jednej z okładek, na cześć wyżej wymienionej ukochanej Petera Parkera. Nie mniej jednak rosnąca popularność najnowszego nabytku świata Marvela zadecydowała o jej własnej serii. Czy warto po serię The Unbelievable Gwenpool sięgnąć?

Przygody Gwen Poole to tak naprawdę swoiste podejście numer 2 do bohatera typu Deadpool. Nasza dziarska heroina trafia całkowicie przypadkiem do uniwersum Marvela, deklarując przy tym, że pochodzi z realnego świata. Wiecie… naszego, gdzie superbohaterowie są znani z kart komiksów, które na codzień my maniacy pochłaniamy. Gwen nie różni się zbytnio od nas. Ma ogromną wiedzę na temat miejsca w którym się znalazła, znając przy tym tożsamości niemal każdego herosa, na jakiego się natknie. Prowadzi to do kilku interesujących i śmiesznych kadrów, gdzie bohaterka naraża się lokalnym postaciom m.in. Jane Foster, szerzej publiczności znanej jako Thor. To jednak nie jedyne sytuacje, w których się uśmiechniemy. Tu i ówdzie zostaje przebita czwarta ściana, gdzie Gwenpool się zwraca bezpośrednio do czytelnika, tłumacząc mu, że skoro ma własną serię, to raczej nie umrze, prawda?


Sama Gwen jest niezwykle sympatyczną, dającą się lubić postacią, której niezdarność wywołuje uśmiech na twarzy czytelnika. Przed dość nietypowe podejście do życia, w świecie, w którym jej przyszło obecnie obcować, jest często uważana przez pozostałych bohaterów jako psychopatka. Ma to pewien sens, albowiem postać absolutnie nie robi sobie nic ze zniszczeń, jakich dokonuje w uniwersum Marvela, kradnąc, niszcząc, zabijając, ale nie robiąc sobie z tego tytułu żadnych wyrzutów, bo … tak najwyraźniej chcą scenarzyści.

Plejada bohaterów jakich nasza protagonistka spotka na swojej drodze, nie zrobi raczej wielkiego wrażenia, choć spotkamy tu znane twarze, jak choćby Milesa Moralesa (do którego zresztą bohaterka zwraca się bezpośrednio per Spider-Man, ku zdumieniu bohatera), Jane Foster, a także będzie agentką M.O.D.O.K’a, co oczywiście doprowadzi do widowiskowego starcia. Zresztą, dzięki latającej puszce z nogami, Gwen zyska swoich przyjaciół, na których składa się Batroc, złoczyńca klasy C, który deklaruje, że jest w ciągłej walce z Kapitanem Ameryką. Drugim jest Mega-Tony, sympatyczny, gruby nerd, który działa na usługach M.O.D.O.K’a, bo ma niesamowite pomysły na kolejne substancje. Ostatnią członkinią oddziału jest Terrible-eye, która jest swoistą wiedźmą, potrafiącą czarować dzięki swojej masce. Mi personalnie, do złudzenia przypominała Raven z Teen Titans, znanej serii komiksowej, pewnego, konkurencyjnego wydawnictwa. Oprócz tej radosnej gromadki, Gwen towarzyszy sporadycznie Cecil, genialny haker, który w obecnym stadium jest duchem, który okazjonalnie pomaga bohaterce. Wszyscy Ci bohaterowie stanowią oś napędową większej części, póki co, 19-zeszytowej serii.


Oczywiście, w jednym z zeszytów, nie zabraknie Deadpoola, z którym heroina jest często porównywalna (co ciekawe, sama Gwen deklaruje, że nie czyta Deadpoola, bo jest zbyt memogenny). Starcie z najemnikiem z niewyparzoną gębą stanowi jedno z ciekawszych, w całym runie, gdzie Wade… a zresztą, przeczytajcie sami.

Za cały scenariusz praktycznie odpowiada Christopher Hastings, stosunkowo mało popularny scenarzysta, mający na koncie m.in. komiksy z serii Adventure Time oraz tie-in do Fear Itself z Deadpoolem. Za pastelowe strony, wypełnione po brzegi akcją, odpowiada japoński oddział Gurihiru. Czuć to, bo rysunki są delikatnie mangowe. Dominujące kolory to te, zdecydowanie powiązane z żeńską publicznością. Różu tu nie brakuje.


Warto zaznaczyć, że perypetie Gwenpool czyta się naprawdę szybko i przyjemnie. To tego typu czytadło, które łykamy podczas jednego wieczoru lub podczas jazdy na obiad do mamy, w weekend.

Jeśli miałbym się przyczepić do czegokolwiek w tej serii, to zdecydowanie do infantylności. Żadna z prezentowanych tu akcji nie ma większych konsekwencji, toteż wydarzenia zawarte w komiksach z serii The Unbelievable Gwenpool należy traktować z przymrużeniem oka. Nie trzeba jednak traktować tego jako wadę, albowiem jeśli ktoś chce jakiegoś odmóżdżenia i dobrej jatki z kart komiksów, to przygody Gwen Poole będą jak znalazł. Jeśli czytaliście Deadpoola, to całkiem możliwe, że i ta seria komiksów Ci przypadnie do gustu. Ci, którzy szukają ambitniejszych treści, zdecydowanie mogą ominąć przygody tej nowej bohaterki.

Oryginał recenzji The Unbelievable Gwenpool mojego autorstwa znajdziecie także w serwisie Planety Marvel.

Facebook Comments
Kliknij:
0