Deadpool się żeni – Recenzja

-Ach ten Deadpool… 27 lat temu postawił swoje pierwsze kroki w New Mutants #98, powoli ewoluował, a dziś jest jedną z najpopularniejszych postaci w świecie Marvela. Jeszcze dwa lata temu, nikt nie podejrzewał że Najemnik z Niewyparzoną Gębą zawita na polski rynek. Stało się to jednak dzięki wydawnictwu Egmont. Teraz jest jedną z najlepiej sprzedających się serii u nas w kraju. Średnio co miesiąc-dwa dostajemy nowe przygody najemnika, czy to jednej z dwóch własnych serii, czy to w akompaniamencie ekipy Thunderbolts. W zeszłym miesiącu zawitał do nas kolejny tomik pt. Deadpool się żeni. Na tą okazję wszyscy najsłynniejsi scenarzyści zebrali się w grupie, by opowiedzieć Wam kilka historii z życia Wade’a Wilsona… zwłaszcza tych o miłosnych podbojach…


-Shiklah, niedoszła narzeczona Drakuli, władczyni Necropolis, podjeła ostateczną, szaloną decyzję. Chce spędzić w towarzystwie Wade’a Wilsona resztę swojego życia, na co ten, oczywiście ochoczo przystaje. Nie tylko z tej okazji zebrali się wszyscy pisarze serii Deadpool by sprzedać Wam nieznane dotąd, miłosne opowieści z jego życia, ale także sam Deadpool zdecydował zaprosić na swoje wesele literalnie każdego bohatera świata Marvela. Podczas lektury, nie tylko będziemy świadkami ceremonii ślubnej, ale także zobaczymy jak przebiegł miesiąc miodowy pary młodej w Japonii. Poznamy wspomniane przeze mnie opowieści z życia Wade’a oraz cofniemy się w czasie by uratować Nicka Fury’ego z rąk … Hitlera. Na deser dostaniemy także odpowiedź na nurutujące pytanie – co się stało z żółtym i białym pudełkiem tekstowym, które towarzyszyły Deadpoolowi podczas jego przygód?

-I choć brzmi to niebywale zachęcająco, w mojej opinii ten tomik wypada słabiej w porównaniu do innych, obecnie wydawanych. Nie zrozumcie mnie źle, to dość interesujący zbiór opowiadań, który pozwala spojrzeć, mimo wszystko, na to jaką drogę przebył Deadpool przez te lata. Nie mniej to wszystko jest takie nijakie w moim odczuciu, ale może dlatego na mnie nie robi to wrażenia, bo czytałem każdy komiks (prawie…) z Deadpoolem i nic tu dla mnie nie ma nowego. W tomiku znajdziecie kilka retrospektywnych historii, z dawnych runów Wade’a Wilsona, które najczęściej nawiązują do określonych serii komiksowych. Znajdziecie tu zatem uzupełnienie choćby genialnego Merc with a Mouth, pierwotnie autorstwa Victora Gischlera, gdzie Wade trafia do Savage Landu i próbuje się ożenić z towarzyszącą mu Panią Doktor za pomocą środków odurzających (skąd ja to znam?). Niestety, w morzu opowiadań idzie się pogubić. Często czytelnik będzie miał problemy z połapaniem się w tym, jak powiązane są ze sobą przedstawione historie.

-Na pochwałę zasługuje natomiast to, iż widzimy, że postać Deadpoola ewoluowała na przestrzeni lat. Każda z postaci, z którą krzyżuje swoje drogi Wade, odciska na nim rodzaj piętna. Widzimy także kontrowersyjną w kręgach panseksualność bohatera. W jednym z one-shotów jest delikatnie nakreślone, iż ten spółkuje z kosmitką pokaźnych rozmiarów. Nie jest to co prawda nic odkrywczego, zwłaszcza że sam ‚zainteresowany’ zdaje się nie wiedzieć, która z opowiedzianych historii jest prawdziwa, a która nie. Jest to wciąż miły akcent, zwłaszcza dla młodych czytelników, by pokazać jaką postacią był Wilson dawniej.

-Nie tylko jednak samymi miłostkami żyjemy. Tom jest uzupełniony opowiadaniem, w którym wreszcie zostaje wyjaśniona idea żółtego i białego pudełka z którym nasz heros rozmawiał w wielu dawnych runach. Wspomniany pomysł wprowadził do życia Daniel Way w swoim runie i będąc szczerym – uwielbiałem ten motyw w komiksach, jak i w grze. Jest to jeden z niewielu aspektów, jakie Way’owi wyszły. Nie mniej jednak, wyjaśnienie istoty ‚dwugłosu’ w głowie Deadpoola jest dla mnie mało satysfakcjonujące. Podobnie zresztą jak historia o Hitlerze i Nicku Fury’m, która w ogóle wydaje się być oderwana od wszystkiego i jest wręcz surrealistyczna. Może inni to kupią, ja nie…

-Oprawa graficzna to miks dobrych i złych rysunków, jak dla mnie. Wprowadzenie do historii i sam ślub są narysowane przez fenomenalnego Mike’a Hawthorne’a. Tego rysownika zawsze łykam i bardzo cenię sobie jego rysunki. W środku znajdziemy także prace choćby Carla Barberi, czy Bonga Dazo i tą są akurat te lepsze prace. Niektóre z prezentowanych szkiców są chaotyczne, ale styl to kwestia gustu. Wszystko to jest okraszone szeroką paletą ciepłych barw, które wylewają się, w przenośni, z kartek komiksu.

-Tomik dostajemy w standardowym Egmonstowskim broszurowym wydaniu, na skrzydłach którego możemy przeczytać o zapowiadanych tomach. Okładka jest śliska, przyjemna w dotyku, zaś papier użyty w komiksie to kredowy, pół-matowy. Dobrze się to czyta i trzyma w ręku, niestety bywa podatne na ślady palców.

-Mam niebywały problem z jednoznaczną oceną tego tomu i chyba najlepszym określeniem dla niego będzie ‚nierówny’. Z jednej strony znajdziemy tu multum opowiadań, które są świetnymi uzupełnieniami znanych historii Deadpoola, z drugiej nowi czytelnicy mogą się w tym pogubić. Oprócz tego, różne historie pozwalają czytelnikom na zaznajomienie się z postacią Wilsona z nieznanej dla nich strony. Ja, kupując ten tom jeszcze w oryginalnym amerykańskim wydaniu, byłem nastawiony na zupełnie coś innego. Może Ty, Drogi czytelniku dostaniesz to, czego właśnie oczekujesz?

*Recenzja na podstawie oryginalnego wydania ‚Deadpool’s Wedding’

Facebook Comments
Kliknij:
0